Odnowienie odnawialnych

Mamy trudną sytuację w sektorze Odnawialnych Źródeł Energii. Zagraniczni inwestorzy najpierw ostrzegali rząd, że sytuacja zmusi ich do wyjazdu z polski – a potem ostrzeżenie to zrealizowali.

Hiszpańska Ibedrola i duński Dong sprzedały swoje farmy wiatrowe polskim grupom kapitałowym PGE i ENERGA. Czeski CEZ mówi, że Polska jest jego obszarem priorytetowym, ale jeśli się nic nie zmieni to też wyjedzie, to samo mówi EDP. Nowi inwestorzy się nie zgłaszają a według statystyk tempo inwestycji spada. Wszyscy wskazują, że podstawową przyczyną jest sposób regulacji tego rynku – za mało stabilności, za dużo ryzyka. Przy okazji widać wyraźnie, że energetyka konwencjonalna nie da rady domknąć bilansu energetycznego w latach 2016-2020. Jest już wiele udokumentowanych wypowiedzi na ten temat np. PSE, URE. Zwracam uwagę na ostatnie opracowanie PWC+ING pokazuje ono (por. wykres), że wolumen planowanych inwestycji zdecydowanie topnieje. Co będzie w latach 2014-2015?
Dlaczego więc jest źle, jeżeli do tej pory było dobrze? Wyjaśnienie jest dość proste. Inne wymagania ma się od ketchup’u, chrzanu, musztardy, a zupełnie inne do kotleta, ziemniaków i kapusty. Regulacja podsektora OZE mającego 5% udziału w rynku energii elektrycznej mogła wyglądać inaczej niż regulacja podsektora, którego udział ma być równy 15 % lub 20%.



Moim zdaniem, z różnych powodów, udział ten będzie rósł i może stosunkowo łatwo osiągnąć 25 % energii. Ale 20-25 % energii z OZE to w warunkach polskich 11-15 GW mocy, któraż należy porównać z 35 GW mocy zainstalowanej, lub 25 GW mocy szczytowej, lub 19 GW mocy w dolinie (ale 13 kwietnia 2009 było to tylko 9,5 GE). Źródła odnawialne wypychają z rynku źródła konwencjonalne. Nic w tym złego, ale reguły gry muszą być zmienione.

Przy znacznym udziale mocy OZE musi być wprowadzona inna regulacja wg. zasady:
*mniejsze ryzyko inwestorów (większa przewidywalność regulacji),
*(ale) większa odpowiedzialność wytwórców.

Spojrzenie na źródła OZE przez pryzmat potrzeb Polityki Energetycznej kraju prowadzi do zróżnicowania traktowania źródeł nie tylko pod kątem zero- lub nisko- emisyjności, lecz również pod kątem przewidywalności, a nawet dyspozycyjności.

Dyspozycyjnymi powinni być wspierani mocniej niż niedyspozycyjni (wiatr, słońce) chyba, że ci ostatni zadeklarują (ograniczoną) regulowalność, lub magazynowalność, lub kompensowalność (np. własna mocą interwencyjną). To nie jest oryginalny pomysł, w niektórych krajach już tak jest.

Poziom udzielanego wsparcia powinien być jak najbliższy poziomowi niezbędnego wsparcia (czyli w miarę możliwości jak najniższy – tak rozumiem słowa premiera, że musi być jak najtaniej). Poziom niezbędnego wsparcia najlepiej zna inwestor. Rzecz w tym, aby zechciał się tą wiedzą podzielić w sposób rzetelny. Możliwość taka istnieje, mało tego, została już w Polsce z sukcesem wdrożona, tyle, że po sąsiedzku w obszarze białych certyfikatów. Wdrożenie wg. zasady pay-as-you-bid dało nam 21,7 % oszczędności. Każdy, kto wygrał dostał tyle ile chciał.

Możemy więc mieć całkowicie transparentny mechanizm regulacji, ale potrzebujemy do tego transparentnego obrazu rynku.

Należy zakończyć etap funkcjonowania systemu opartego na fundamencie opłaty zastępczej traktowanej w bilansie firmy jako element uzasadnionego kosztu. Nieuzasadnione korzystanie z opłaty zastępczej powinno obciążać wynik firmy tzn. powinno być finansowanie z zysku. Trzeba też poważnie rozważyć opcję całkowitej rezygnacji z opłaty zastępczej uzupełnioną o mechanizm reakcji łagodzącej w sytuacji deficytu zielonych certyfikatów na rynku. Reakcji krótko- i długo- terminowej.



Współczynniki n1 do n12 ustalane winny być samodzielnie przez zainteresowanych inwestorów. Zdecydować tylko trzeba na co ma być przeprowadzony przetarg? Na certyfikaty przeliczeniowe czy na certyfikaty końcowe? Na jednym, czy na kilku parkietach? Ale to tylko szczegóły techniczne.

Postawmy więc leninowskie pytanie: Co robić ?
1. Zlikwidować nawis na rynku certyfikatów (nawis jest rezultatem nadpodaży i nieumarzania certyfikatów przez firmy obrotu – stosowano by-pas opłaty zastępczej)
*wykup nawisu,
*back loading,
*umorzenie (raczej niezalecane bo narusza prawa nabyte).
2. Zlikwidować nadpodaż (po przez odpowiednie regulacje podaży, a nie tylko popytu).
3. Zlikwidować by-pas opłaty zastępczej (po przez likwidację tej opłaty lub jej opodatkowanie w sytuacji, gdy nie brak certyfikatów na giełdzie).
4. Rozdzielić system wsparcia na sektor profesjonalny i prosumencki (to dwa różne światy).
5. Uregulować stronę podażową (profesjonalną) w sposób quasi rynkowy wprowadzając aukcję internetową na oferty nowych mocy inwestycyjnych (lub nowych energii.
6. Odróżnić współspalanie niezrównoważone od zrównoważonego.
Współspalanie zrównoważone to:
*dedykacja palników (osobne dla węgla, osobne dla biomasy),
*kogeneracja (wspólne wytwarzanie ciepła i prądu),
*certyfikacja biomasy (żeby była wytwarzana w sposób zrównoważony i nie ściągana z czort wie skąd; 85% - 90 %, biomasy pochodzi z Polski, reszta to import).
7. Uregulować energetykę prosumencką w sposób bez biurokratyczny:
*feed-in-tariff,
*certyfikowanie instalatorów,
*homologacja instalacji.
*i nic więcej, tzn. pełny automatyzm przyłączania do sieci!
8. Wprowadzić zasadę częściowej regulowalności źródeł odnawialnych (w sytuacji nadmiaru energii na rynku).
9. Przedłużyć horyzont wsparcia dla nowych inwestycji – dla inwestorów (i banków) niezbędny jest ruchomy horyzont min. 15 lat.
10. Wprowadzić mechanizm rzeczywistego obowiązku przyłączenia źródeł niskoemisyjnych do sieci w granicach zdefiniowanego przez państwo limitu (np. rocznego), szczególnie źródeł prosumenckich.

Jest to w miarę wierny zapis mojej wypowiedzi na katowickim Europejskim Kongresie Gospodarczym 15.05.2013. na sesji poświęconej odnawialnym źródłom energii.
Trwa ładowanie komentarzy...