O autorze
Ekspert ds. strategicznego zarządzania i infrastruktury. 1990-2001 wiceminister budownictwa, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych i członek zarządu Polkomtel. Obecnie Sekretarz Generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji, członek międzyresortowego zespołu ds. Narodowego Programu Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, członek Zespołu Systemu Bezpieczeństwa Narodowego w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Autor dwóch ustaw.

Finanse contra Gospodarka

Po raz kolejny Minister Finansów blokuje inicjatywę Ministra Gospodarki w zakresie rozwoju gospodarki niskoemisyjnej.

Aby nie być gołosłownym cytuję ze strony http://gramwzielone.pl/trendy/4804/ministerstwo-finansow-chce-zmiany-zalozen-wsparcia-w-nowej-ustawie-o-oze „Jak informuje dzisiaj "Rzeczpospolita", resort finansów zgłosił propozycję, aby nowy system wsparcia dla OZE obowiązywał tylko do roku 2020, a także aby ograniczyć wysokość wsparcia w postaci taryf gwarantowanych, które zgodnie z propozycjami zawartymi w aktualnym projekcie ustawy o OZE mają przysługiwać właścicielom mikro- i małych systemów OZE.”

Motywacją Ministra Finansów jest ograniczenie kosztów ponoszonych przez odbiorców końcowych i dbałość o konkurencyjność polskiej gospodarki. Przesłanki te są niewątpliwie słuszne, a nawet szczytne, tylko dlaczego Minister Finansów nie chce, wychodząc z tych samych przesłanek wspierać gorąco nowoczesnych mechanizmów finansowania efektywności energetycznej np. takich jak ESCO (Energy Service/Saving Company) lub innych form TPF (Third Party Financing) czyli finansowania przez trzecią stronę, w których inwestycje spłaca się z uzyskanych oszczędności – mechanizmy takie wspiera Unia Europejska (por. Dyrektywę EED) i wszystkie jej państwa członkowskie – z wyjątkiem Polski. Podobnie dziwnym, w tym kontekście, jest zdecydowany opór Ministra Finansów przed nałożeniem konkretnych wymagań w zakresie oszczędności energii na sektor finansów (nomen omen) publicznych – choćby tego 1% rocznie sugerowanego przez Dyrektywę EED.

A wracając do kwestii OZE – Minister Finansów musi sobie zdawać sprawę, że skrócenie okresu finansowania do sztywnie określonego terminu roku 2020 jest równoznaczne z ogłoszeniem wszystkim inwestorom, że Polska inwestycji w Odnawialne Źródła Energii wspierać nie będzie – oznacza to bowiem, że okres zwrotu takiej inwestycji – uruchomionej w roku 2013 a zakończonej pod koniec 2014 – skraca się do zaledwie 5-6 lat, co powoduje, iż inwestycja taka traci jakikolwiek sens. Być może z wyjątkiem współspalania. A co dopiero w przypadku inwestycji rozpoczętych później! Sztywność terminu, jakiegokolwiek terminu, będzie zawsze wygaszała aktywność inwestycyjną pod koniec wyznaczonego okresu. Założenie, że europejska polityka energetyczno-klimatyczna zakończy się wraz z magiczną datą 1 stycznia 2021 r. jest niczym innym jak tzw. myśleniem życzeniowym – wishful thinking. A jeśli by nawet – to długofalowa polityka nie może mieć 8 letniej perspektywy.


W takiej sytuacji przestaje mieć sens przygotowywanie się do wejścia do strefy Euro ponieważ należało by raczej przygotowywać się do wyjścia z Unii – takie bowiem powinny być konsekwencje tak demonstracyjnego naruszenia acquis communautaire (dorobku wspólnotowego) Unii. Dlatego trudno mi uwierzyć aby opinia Ministerstwa Finansów była rzeczywiście opinią Ministra Finansów (nie był by to zresztą pierwszy przypadek w historii gmachu na ulicy Świętokrzyskiej – dawno temu, po dwóch latach bezowocnych dyskusji z ekspertami z tego samego gmachu na temat Ustawy o Wspieraniu Termorenowacji, dotarłem do Min. Balcerowicza, który po 15 minutowej rozmowie powiedział „ależ oczywiście, proszę to uruchomić”).

Perspektywa wyjścia z Unii może spodobać się wielu Polakom – antagonistom integracji. Znacznie mniej spodoba im się możliwy deficyt mocy, który moim zdaniem nadciąga wraz z nieubłaganym terminem wyłączenia bloków mających ponad limitową emisję SO2 – lista dostępna na stronie Ministerstwa Finansów – ok 5 000 MW. Od 1 stycznia 2012 roku nie mogą one pracować, czyli muszą zostać wyłączone, chyba że przejdą bardzo głęboką modernizację osiągając wymagające standardy Dyrektywy IED. Zakres prac modernizacyjnych nie jest mi niestety znany – powinni znać go Inwestorzy (PGE, TAURON, ENEA, ENERGA, PAK, EDF, GDF itd.) oraz Ministrowie: Środowiska (emisje to Jego obszar), Gospodarki (bezpieczeństwo energetyczne to Jego kompetencja) i Skarbu (funkcja właścicielska to Jego odpowiedzialność – tylko tam, gdzie ma akcje). Ewentualny spadek popytu na energię (może wystąpić – tu prezes Kilian może mieć rację) będzie miał bardzo mały wpływ na wielkość tego deficytu. A konkretnie wpływ może mieć ta jego część, która (może) będzie spowodowana poprawą efektywności, natomiast w znacznie mniejszym stopniu ta wywołana ograniczaniem produkcji – tu będziemy mieli (już mamy) do czynienia z likwidacją drugich i trzecich zmian (spadek zużycia) i przenoszeniem działalności na pierwszą zmianę (wzrost mocy szczytowych). Wydaje mi się, że do takiego scenariusza nie są przygotowani ani energetycy, ani politycy.

Obym się mylił.

Czego Wam i sobie życzę!

Ad memoriam:

Inwestycje energooszczędne to dla Budżetu przyspieszony jednorazowy wpływ VAT-u z okresu równego prostemu okresowi zwrotu inwestycji i o wartości równej 23% tejże – ot co!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...